Moja Daisy zamieszkała ze mną jak miała 2 miesiące. Od drugiej nocy spała ze mną w łóżku. Nie chcąc aby mi narobiła w łóżku budziłam się samoistnie co 2 godziny, brałam małą na ręce, postawiłam ją w jej prywatnej toalecie i mówiłam "zrób pisiu" :lol: i oczywiście parzyłam, czy robi. A Daisy najpierw dwa łyki wody i kuca...pisiu było :lol: I tak co dwie godziny, noc w noc, dzień za dniem...aż któregoś dnia - nie pamiętam dokładnie, ale pewnie jak miała 4-5 miesięcy ja się przebudziłam i patrzę: a Daisy sama zeszła z łóżka, zrobiła pisiu i wróciła do mnie dalej spać :skromny: Jakie to było wspaniałe uczucie 🙂 Aż serce rosło, że moja nauka poświęcenie nie poszły na marne.
Kilka razy, ale dosłownie kilka zdarzyło jej się zrobić siku tam gdzie nie powinna :krzyk: : Od razu podniosłym głosem ją upomniałam, od razu wie o co chodzi - ogon podkuli i idzie się położyć na wycieraczkę obok moich butów. Ale na szczęście, takie sytuacje to na palcach jednej ręki mogę policzyć.
Ktoś może powiedzieć, "ee jak można dać przyzwolenie psu na sikanie w domu, od tego jest spacer"! Wg mnie to nie jest przyzwolenie... Podchodzę do tego z innej perspektywy: ja mieszkam sama z Daisy, i jeśli ja zachoruję i nie będę mogła z nią wyjść, przynajmniej mogę być spokojna, że jej pęcherz nie pęknie i że nie zrobi mi niespodzianki gdzieś w kącie, na dywanie czy pod łóżkiem 🙂