Śledziłam cały okres ciąży mamy Dixi. Miałam to szczęście, że właścicielka hodowli była moją dobrą koleżanką, a jej rodzice przyjaciółmi moich, mieli hodowle miniaturowych pudelków. Jeździłam przynajmniej 3 razy w tygodniu i zwoziłam witaminy i starterki, a po porodzie obserwowałam maluszki i upatrzyłam sobie moją śliczną Dixi. Rozpieszczałam ją do granic możliwości i po pewnym czasie zaczęła mnie poznawać, bo jak wchodziłam pierwsza była przy mnie, a jak wychodziłam siadała na swoim małym zadku i widać było, że jest smutna, albo może mnie się tak zdawało. Kiedy wreszcie wzięłam ją do domu, nie miałam problemu z jej zaaklimatyzowaniem się u nas. Od pierwszego dnia czuła się jak u siebie w domu. Wszyscy pokochali ją i też rozpuszczali, ale ona nie nabrała złych manier, do dnia dzisiejszego jest grzeczna słodka i dobrze ułożona, taka mała psia dama.
Z Rokim było inaczej, bo urodził się u mnie i jak miałam go sprzedać to zawsze wymyślam setki powodów przemawiającym za tym, aby został i aby było weselej z pomocą spieszył mi mój brat radząc aby mały został w domu. Było kilku chętnych, aby go kupić, ale mi się nie podobali. Dzisiaj się cieszę, że jest z nami i on wynagrodził mi to, nie tylko swoją miłością i przywiązaniem, ale i profitami finansowymi tak, jakby chciał pokryć cenę sprzedaży, a pokrył ją z nawiązką.
Moje skarby chowają się zdrową i oby tak dalej :)