Ja tam myślę, ze to nic nie da. Oni mają kotka, widać, ze psów nie lubią. Jakoś nikt nie zwraca mi uwagi tylko oni. Wszyscy jakoś zagadają, a oni do Tobyego nigdy nic. Mamy balkon niemalże połączony, bo ich kot przechodzi, więc chyba słychać, że nic sie nie dzieje, bo nawet nauczyłam go, ze w ogóle nie szczeka w mieszkaniu. Tylko, jak go zostawiam. Tak to próbuje żyć z nimi normalnie, odbieram ich paczki, zagaduje, to jest ok, mają chyba taki żal, ze wzięliśmy psa i im sie to nie podoba. RAz na poczte tylko podjechaliśmy, nie było nas pół godziny, to zwymyslali że cały dzień, Toby piszczał, skakał cieszył się, to gapiła sie, jakbym niemalże ze skóry go obdzierała. Wypuścili kota i chciał go pogonić, to wziełam na ręce, to wymysliła, ze trzęsie się u mnie, ze sie mnie boi :[ A trząsł sie z podniecenia za kotem
Toby po prostu taki jest. Pilnuje mnie na każdym kroku. Zostawiam go w domu góra 30-40min. Bardzo rzadko. U mamy zostaje, nikt sie nigdy nie skarżył, jak idę to tez nie słyszę, żeby szczekał. A zostawał tak do 4 godzin. Przeważnie mama jest w domu, w okresie wakacyjnym wyjeżdża na wieś i zostawiam u niej Tobyego jak mam jakieś dłuższe wyjście. On ją widać kocha i chętnie zostaje. A tu koncert, wycie itp.
Nie da się wyczuć momentu kiedy ich nie będzie, bo pracują różnie, a nauczyciel, wpada sobie na "okienkach" do domu.