U mnie Toby jak zostaje to tylko jak prowadzę syna do przedszkola albo odbieram. Zajmuje mi to góra pół godzinki.
Wiski, piski, jęki, drapanie, skargi sąsiadów.
Musze go teraz zamykać w sypialni, gdzie jest najdalej od drzwi wyjściowych.
Drzwi podrapane, pudło na zabawki rozszarpane w drobny mak, jakieś gazety. Dziś nawet rozwalona suszarka na bieliznę - nie wiem jak on to zrobił.
Jak już wie że ja wychodzę to się trzęsie.
To jest naprawdę nienormalne. Jak wracam to piszczy i jęczy jakby mus skórę ktoś zrywał. Widziałam kiedyś psa potrąconego - TOBy tak samo jęczy. To jest jakiś horror. Nie mogę na dłużej zostawić bo zaraz czepiać się będą. Jak gdzieś wychodzę na dłużej to szukam dla niego niani.
Daję smakołyk on nie zostaje zjedzony póki nie wróce.
To jest jakaś masakra. Nigdzie i do nikogo nie wychodze przez psa, bo musze zaraz biec do domu, bo on jęczy. A tym bardziej, ze mąż wyjechał i wróci na święta, to jest bardzo uciążliwe