21.04.2015 roku zauważyliśmy, że z Tobim jest coś nie tak. Dzień wcześniej nie chciał już jeść, od kilku dni nie bawił się, jak zawsze tylko trochę. Pojawiły się wymioty. Zawiozlam go do Weta. Uznała, że to od kleszcza. Prosiłam o zbadanie krwi, mówiła iż nie ma potrzeby. Jeśli do jutra nie przejdzie to wtedy zbadamy.
Jednak lepiej nie było, do wymiotow doszła biegunka. O 21:00 zawiezlismy do innej przychodni weterynaryjnej. Młody doktor z powołaniem. Natychmiast zbadał krew, podłączył kroplowke. Morfogia ogólna wyszła bardzo dobra, jedynie 3 parametry dobiegły lekko od normy. Wykluczona choroba pokleszczowa. USG wykazało powiększona wątrobę, jelita w stanie zapalnym, żołądek zagazowany. Dostał zastrzyki i do domu. Nazajutrz kroplowka 2 razy dziennie i leki. Wieczorem nawet już zjadł trochę mokrej karmy Royal Canin Gastro. Czwartek rano, jakby lepiej, szczekal do drzwi. Zawiozlam na kroplowke I leki. Wróciłam do domu. A tu biegunka o czarnym zabarwieniu, wymioty biało brązowe . Żadna brązowa tylko krucho czarna :( Tobi z minuty Na minutę slabl. Zadzwoniłam do weta, powiedział przyjechać to dadzą zastrzyk przeciwwymiotny, bo dziś nie dostał. Wszystko uspokoiło się, wieczorem kroplowka. Czalne stolce świadczą o strawionej krwi. Zaczęliśmy podejrzewac, ze zjadł trutke na szczury,bo byliśmy na wsi U babci. Być może tam gdzieś leżała, wszystkie objawy na to wskazują. W piątek uparlam się, aby ponownie przyjął nas ten wet, który przyjął Tobiskao 21:00 we wtorek. Zrobił USG, do stanu z kolejnego USG doszedł stan zapalny woreczka żółciowego oraz płyn w jamie brzusznej, prawdopodobnie krew. Leczenie zostało zmienione pod kątem woreczka żółciowego oraz krwotoku. Wciąż codziennie rano i wieczorem kroplowki plus zastrzyki. Z Tobim było coraz lepiej, zaczął jeść, bawić się, szczekac. Wponiedzialek już nie dostał kroplowki ani leków. We wtorek 28.04 pobralismy krew do badania. Morfologia ogolna idealna. Próby watrobowe podwyższone, Ale nie tak dużo. Za to Wielka przykra niespodzianka:( Keratynina i mocznik bardzo podwyższone, a mieliśmy tego nie bbadać, Ale mówiłam, że Tobi nie chce pić wody, wręcz ucieka. Tu mamy przyczynę, podtruwal się tym, jak zakończyliśmy kroplowki.
Jestem załamana. Teraz leczymy go pod kątem nerek. Kroplowki 2 razy dziennie plus zastrzyki moczopedne i do domu leki. Już dziś pytałam Weta czy leczenie ma sens, czy tylko przedłużamy mu cierpienie. Przecież już skrwawial się wewnętrznie:( Powiedział, że jak najbardziej ma szanse na to aby z tego wyjść tylko ważne są leki i kroplowki 2 razy dziennie.
Nie mam pojęcia co zjadł, wiemy tylko, ze jest to bardzo dla niego niedobre. Jakaś substancja chemiczna, która sieje zniszczenie od środka. Leczenie jest bardzo drogie, już się pozapozyczalismy, ale nie mogę mu dac odejść. Ma dopiero 3 lata. Nawet teraz, jak czuje się lepiej biega za piłką, a co dzieje się w środku to inna bajka. Boję się, zakończą mi się pieniądze na jego leczenia i nie będę mogła mu już pomóc. Płacze na sama myśl:(
Czy ktoś ma pomysl od czego jest wątkiem ciężkim stanie?