dziewczyny ... mój Kubuś napędził takiego stracha że zawał murowany. Dzięki Bogu znajomym - ostatni dzień Białego Tygodnia a Kubuś już na ostatnią chwilkę (poświęcenie pamiątek po mszy które dostali od gości) patrzy na mnie i mówi źle sie czuje. gdy na niego spojrzałam jakby świat się zatrzymał bo siny, w ostatniej chwili go złapałam gdy ten stracił przytomność, po dwóch sekundach odzyskał przytomność by zmienić ubarwienie na żółć jak przy ostrej żółtaczce i znowu stracić przytomność. w między czasie z Kościoła mąż znajomej wyniósł mi go na rękach na powietrze i tam zaczęło się wymiotowanie i co chwilowe zmiany kolorów - nie wiem ile czasu trwała ta sytuacja ale mam wrażenie że całą wieczność. co chwilę czułam gdy Kubuś tracił czucie i władze w nogach i się mi osuwał i leciał przez ręce.. na szczęście około 30 minut po fakcie syn wrócił do normalności ... ale taki stres jakich mało. po wszystkim wyszłam do łazienki i wypłakałam łzy strachu ...