Witam, Dragon na wyjeździe, zachowuje się jak w domu, bo wszyscy go całują, noszą itd. Zakochali się w nim. Jest to ta rodzina o ktorejwczesniej pisałam, że mogą go adoptować. Jutro mamy go wziąść do domu i zobaczyć czy to miało jakikolwiek sens. Sama nie wie czy to był dobry pomysł, bo jeśli nic to nie dało i znowu go wezmą tym razem na stałe to dla niego wielki szok i krzywda. Kochamy go bardzo i nie chcemy żeby cierpiał z powodu rozłąki. Zresztą jak wychodzilismy żeby wzięły Dragona ( bo umówiliśmy się na neutralnym gruncie) to wredniaczka przed samym wyjściem łapał zębami mała. I mimo wiedeńskiej miłości do wlochatego zastanawiamy się czy nie lepiej jak zostanie u nich i będziemy się wydawać. W jednym mieście mieszkamy. Bo czy ktoś z nas chciałby być przedstawiany z miejsca na miejsce :-( 90% szaleńczego wariowania w domu to Dragon, a teraz cicho, bo staruszek tak nie rozrabia. Kroje marchewkę albo ogórka i rozglądam się za wlochatym żeby mu dać. Idę spać i pusto w lóżku. Teraz mam jeszcze większy dylemat. :beczy: