W niedziele obcinaliśmy Tobiska od spodu, niestety okazało się, ze lapną uczulenie i podrażnienie na jądrach i w okolicach napletka. W poniedziałek wet dał jakiś zastrzyk przeciwświądowy, miało to pomóc ale nie pomogło. Przemywałam mu te miejsca Tamtum Rosa i smarowałam maścią z antybiotykiem Baneocin, zakładałam Body niemowlęce, żeby nie miał kontaktu z raną. Jednak zaczął się chować, trząść się.
Wczoraj byliśmy z Toby u Pani weterynarz. Niestety wdała się infekcja pod napletek, ma również stan zapalny na prąciu. Toby dostał dwa zastrzyki, płyn do płukania pod napletkiem (można to też robić roztworem z nadmanganianu i za każdym razem sterylna strzykawka), i maść pod napletek i na resztę podrażnionych narządów.
Dziś jest już lepiej, Toby jest bardziej kontaktowy, trochę bawił się. Aplikacja leków nie jest łatwa, ale jakoś poradziłam, jednak potrzebne są do tego 2 osoby, tak więc zaraz idziemy, żeby wetka nam pomogła, a wieczorem już z mężem. Wczoraj Toby chodził i sią trząsł, a już wieczorem po zastrzykach była wyraźna poprawa, dziś już też dużo lepiej.
Niestety dziś rano popuścił i osiusiał body, już wyprałam, zaraz uprasuje do sucha. wetka powiedziała, ze to świetny sposób, żeby Toby nie miał dostępu.
Mogłam od razu pojechać do tej Pani weterynarz, ona chociaż w pełni zbadała Tobyego a nie tak, jak poprzedni wet tylko zerknął