Ja też bym nie spuściła ze smyczy,bo pewnego dnia możesz już jej nie znaleźć.
Moja Molly może chodzić bez smyczy,bo słucha -wystarczy ją zawołać i od razu do nas przychodzi ale i tak się nie oddala od nas,za to Rubina nie odważę się już spuścić ze smyczy,bo jego można wołać,a jak go coś zainteresuje np.ptaszek to pobiegnie za nim i żadne wołanie nic nie da.Wolę go trzymać na smyczy niż miałabym go stracić.