Dzień jak dzień, poniedziałek i na praktyki. Godzina 7,21 -Budzik dzwonił, a ja jeszcze chwile leżałam. Jeszcze całkiem przed chwilą widziałam ( jak dobrze pamietam ) Mikusie w moim łóżku. A wczoraj całowałam ją po pysiu i spała w moich nogach.
Leniuchując, usłyszałam przerażający płacz matki, "Mikuś proszę, już dobrze"... nie do opisania. Wyleciałam z łóżka jak głupia, zatrzymałam się w połowie na schodach, widząc krople krwi na podłodze...
Zrobiło mi się słabo , zaczęłam płakać, przeklinać, cofnęłam się do pokoju i miałam napad. Opierałam się o ściany , jakby dostała atak.
Postanowiłam, że zejdę znów. Słyszałam płacz matki, która dzwoni do weterynarza, błagająca by odebrał. Zeszłam po schodach, w kącie stałam i bałam się cokolwiek zobaczyć. Płacz ogromny towarzyszył mi cały czas, ciało całe drżało.
Po kilku próbach weszłam do kuchni i zauwazyłam... Mika. Boże kochany. Brzuszek wielki, cała mokra, głowa w krwi...
Bez wachania poleciałam do pokoju bo kocyk, który otrzymałyśmy w wyprawce i kazałam ją przykryć.
Pobiegałm się ubrać, i zaczęłam wyżywać się na meblach...
Gdy przyjechał byłyśmy z mamą w łzach, widziałam jak weterynarz podczas opatrywania ran , również się wzruszył.
Powiedział...uszkodzona głowa, przednie łapki bez czucia, oczko podbite....
Dostała silne leki, a gdy powiedział , że nie wie czy...
Pobiegłam do pokoju, nie potrafie opisac tego, aż mi głupio.
Gdy powiedział, że zszyje główkę, pobiegłam do pokoju, słuchałam piosenki. Otworzyłam szafę, gdzie była torba , która wygrałyśmy z zabawkami i smaczkami. Położyłam się na niej, i czekałam...
Przyszła po mnie mama, gdy było po wszystkim. Leżała cały czas na kanapie a ja przy niej. Nie jadłam nic do 12-13 , cała od rana na łzach , głowa pęka.
Przyjechał ponownie o 15 .
Dał jej znów leki, obejrzał.
I powiedział, że musi jechać do Poznania do szpitala, narazie ejst roślinką, i wszystko zalezy ode mnie, to moja decyzja, jeśli będe musiała wybrać. Mój szef nie ma serca, każe mi jutro iść do pracy, gdy rodzice pojadą z nią z rana ( wet też jutro będzie i zabezpieczy transport małej) do szpiatala, ja będe musiała się męczyć ...
I co, jeśli zadzwonią z decyzją, ja...
Ja nie powiem nic przez telefon NIGDY. Nie wiem jak ,ale pojadę tam , i zadecyduje i będę przyniej do końca..
.
.
.
.
.
Mała wyleciała na ulicę, człowiek bez serca ją potrącił, nawet się nie zatrzymał. Mama usłyszała płacz Mikusi , i znalazła po środku ulicy... została wypuszczona , by poszła się załawtić po śniadanku.
Dziś nie zasnę, a jutro do pracy, boje się, głowa puchnie. Gdy patrzę na nią, kroi się serce..
To był mój pierwszy pies, o którego walczyłam z całego serca ( dobrze wiecie jak bardzo) ... od września poświęcałam jej za mało czasu...za mało. Za dużo wyzywałam, nie raz na pupe dostała, Nie zasługuję na jej miłość..
[img]http://images69.fotosik.pl/470/e69eb3f32e5ad95dgen.jpg[/img]