W sobotę 15 sierpnia podejrzewałam, że może się już zacząć. Gdyż temperatura jej spadła, dyszała, stała się bardzo niespokojna. Był to 61 dzień. Czekając na rozwój wydarzeń wszystko przygotowałam. Byłam w kontakcie z właścicielką reproduktora, która jest tak wspaniała osobą i służyła mi swoją pomocą. Również, zaufany weterynarz był pod telefonem.
Długi sobotni, dzień, jeszcze dłuższa noc - cały czas sama czuwałam - popijając filiżankę za filiżanką kawy...
Aż w końcu o 4:20 Daisy zaczęła przeć, ja zadzwoniłam do właścicielki reproduktora, która za 10 min była już u mnie :) No i czekaliśmy...aż w końcu o 5:20, 16 sierpnia skoro świt - przyszedł na świat pierworodny synek Daisy :):zakochany: Po oczyszczeniu dostawiony do cyca, spowodował, że moja kruszynka się przestraszyła i uciekła ze swojego porodowego grajdoła:yyyy: Ale to niedługiej chwili, zaakceptowała maleństwo.
My czekaliśmy na dalsze maluchy...Daisy przez dwie godziny parła jedynie 3 razy i to lekko...o 7:05 podjęliśmy decyzję o zadzwonieniu do lekarza. Zadzwoniłam i o 7:30 byliśmy już w klinice (jechałam do zaufanego weterynarza, nie do kliniki czynnej 24h. Przyjechał, otworzył klinikę i o 7:40 Daisy już leżała na stole....:stres:
Tym oto sposobem przez cesarskie cięcie przyszły na świat jeszcze 3 maluchy.
O godzinie 10 byłam już w domu z Daisy i czwórką jej cudownych dzieci :zakochany::zakochany:
Daisy czuje się bardzo dobrze, akceptuje maluchy, czule je wylizuje i karmi na każde ich kwilenie... Małe są cudne...lepszy widok niż telewizor :rotfl:
[img]http://pics.tinypic.pl/i/00693/yzz9rrd1xf6o.jpg[/img]