Jezus Maria... nie uwierzycie co się wydarzyło.
Wszystko zaczęło się od spaceru. Idziemy sobie, troszkę mży ale nie ważne.
W drodze powrotnej idziemy sobie i widzimy na polu boxera , właścicielka stała i na niego czekała więc szliśmy sobie. On ją zauważył, i ona tak powoli szła do niego by go zapiąć i wołała. On do nas poleciał! Ja szybko reguluję smycz, by wziąść ją na ręce lecz nie zdżążyłam. Wziął Mikę na ziemie między łapy, szybko pociagłam na sznurek od naszej automatycznej smyczy i za szelki ( Bogu dzięki , że miała szelki) pociągłam do siebie. Od do nas skakał, ja się obracałam , a ona wolno sobie szła do psa i się aby spytała czy nic się nie stało.
Boje się, że ten pies zniszczył naszą naukę do przyzwyczajania się do psów...